Koza, albo słoń w składzie porcelany Wyróżniony

Koza, albo słoń w składzie porcelany Gmach TVP w Warszawie fot. Wikipedia.org

Drodzy czytelnicy – na pewno pamiętacie – dowcip o kozie rabina?

Otóż, patrząc na zamieszanie wokół zarządu Telewizji Polskiej, wywołane w marcu przez Radę Mediów Narodowych, nie sposób nie mieć skojarzeń z tą starą, ale niezmiennie aktualną anegdotą.

Jak grom z jasnego nieba uderzyła wiadomość o zmianach w zarządzie TVP, dotąd dwuosobowym. Maciej Stanecki, rekomendowany swego czasu przez Kukiz’15, został przez Radę Mediów Narodowych odwołany, a z zarządu dwuosobowego zrobił się wolą tejże Rady – trzyosobowy. Dokooptowano do niego mianowicie doświadczoną dziennikarkę Marzenę Paczuską i sympatycznego skądinąd publicystę Piotra Pałkę.

Jak niesie wieść gminna i medialna, tych dwóch nowych członków zarządu reprezentuje dwa ważne ośrodki decyzyjne.

I wszystko byłoby pewnie jednodniową sensacją, gdyby nie fakt, że media – i to przede wszystkim te, które nie pałają przesadną sympatią do rządzącej opcji – dostały pożywkę na znacznie dłużej, niż jeden dzień. Najpierw okazało się, że nowy wiceprezes jest w sporze sądowym z TVP, która go zwolniła po skandalu z występem zespołu „Girls on Fire” w Opolu. Co gorsza, mimo zatrudnienia na tak wysokim stanowisku, nie zdecydował się na wycofanie pozwu. Jego święte prawo, ale czy wyobrażacie sobie Państwo sytuację, kiedy np. wiceprezes Coca Coli jednocześnie zarządza koncernem i stara się wyprocesować od tegoż pieniądze? Potem tabloidy podały, że tenże wiceprezes zablokował kontrakt reklamowy związany z transmisjami meczów reprezentacji Polski. Wartość, bagatela, 7 mln zł. I znowu – jeżeli nawet były jakieś merytoryczne przesłanki, to opinia publiczna nie miała okazji ich poznać. Przebił się jeden, jedyny, niekorzystny przekaz. Jeżeli to miały być szybkie, skuteczne i ciche zmiany we władzach jednej z kluczowych państwowych spółek, to Ryszard Petru jest najlepszym mówcą wszechczasów.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że niepokojąco przypomina mi to wszystko rok 2007. Kiedy PiS wiosną zwyciężał w sondażach, kiedy, zawiedzeni kiepskimi wynikami PO, salonowi publicyści rzucili w pewnym momencie hasło: głosujmy na PSL. A potem nastąpiła, parafrazując Lemony Snicketa, seria niefortunnych zdarzeń. Nie wszystkie zawinione przez PiS, rzecz jasna. Ale, uczciwie trzeba przyznać, zdarzenia niefortunne, przypominające potykanie się o własne sznurówki, też poparcia rządzącej partii nie dodały.

Reasumując – Rada Mediów Narodowych ma prawo zmieniać zarządy narodowych mediów. Ale jeśli to czyni, to niech to czyni w sposób, który nie daje paliwa ludziom, którzy marzą, by TVP i Polskie Radio stały się emitentami przekazu z ulicy Czerskiej. Bo kozę można wprowadzić, można wyprowadzić, ale sprzątanie będzie trwało długo. Zbyt długo.

Powrót na górę

Mapa strony

Biznesciti.com

O biznesie

Przydatne linki

O nas