KE chroni konsumentów przed polskim rządem Wyróżniony

KE chroni konsumentów przed polskim rządem fot. freeimages.com

Decyzja Komisji Europejskiej o wszczęciu postępowania dotyczącego podatku od sprzedaży detalicznej jest słuszna, ponieważ ten dodatkowy podatek nałożony na duże sklepy jest nieuzasadniony i szkodliwy. To konsument powinien móc sam decydować, gdzie chce robić zakupy. Pomysły polityków, by wyższymi podatkami zniechęcać ludzi do robienia zakupów w dużych sklepach nie tylko ograniczają wybór konsumenta, ale także szkodzą rozwojowi polskiej gospodarki.

Podatek od sprzedaży detalicznej już na etapie jego uchwalania budził duże obawy o jego zgodność z prawodawstwem unijnym. Bardzo podobny podatek wprowadzony na Węgrzech został zakwestionowany prze Komisję Europejską. Uchwalanie przez parlament przepisów, co do których istnieją duże obawy o ich zgodność z prawodawstwem unijnym, pogłębia chaos prawny w Polsce, sprawiając, że przedsiębiorcy muszą się liczyć z ciągłymi zmianami prawa.

O szkodliwości i braku uzasadnienia podatku od sprzedaży detalicznej pisaliśmy już w Analizie 12/2016 oraz Komunikacie z 3 VI 2016, gdzie podkreślaliśmy, że na nowym podatku stracą konsumenci, pracownicy handlu oraz polska gospodarka jako całość.

Komisja Europejska wszczęcie postępowania uzasadnia obawami, że „(....) progresywne stawki oparte na wielkości przychodów przyznają przedsiębiorstwom o niskich przychodach selektywną przewagę nad ich konkurentami, z naruszeniem unijnych zasad pomocy państwa. (...)"1. Obawy te są uzasadnione, bo jednym z deklarowanych efektów nowego podatku, według uzasadnienia, ustawy miała być „(...) Poprawa konkurencyjności mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw w stosunku do dużych przedsiębiorców handlowych.(...)"

W przypadku podatku dochodowego od osób fizycznych można argumentować, że zróżnicowanie stawek ma cel redystrybucyjny. Niektórzy uważają, że na pewnym wysokim poziomie dochodu kolejne 1000 zł przynosi już bardzo mały wzrost użyteczności pracującego i efektywnie jest je redystrybuować do osób mniej zarabiających, którym przyniesie znacznie większy pożytek. Taki argument nie ma w ogóle racji bytu w przypadku zróżnicowanych obciążeń dla firm. Ogół nie ma żadnego interesu, żeby wspierać nieefektywne firmy, redystrybuując do nich dochody firm bardziej produktywnych. W kapitalizmie gorsze firmy upadają, a lepsze wchodzą na ich miejsce rozszerzając produkcję i przejmując pracowników, co jest jednym z głównych mechanizmów wzrostu produktywności gospodarki (Melitz i Ottaviano, 2008; Melitz, 2003). W raporcie FOR „Następne 25 lat" (2015) zwracaliśmy uwagę, że w Polsce działanie tego mechanizmu może jest sztucznie hamowane przez interwencje państwa.

Sztuczne hamowanie przez państwo wzrostu firm jest szkodliwe dla konsumentów i gospodarki. Jednym z podstawowych silników wzrostu gospodarczego i rosnącego poziomu życia jest specjalizacja i korzyści skali – innymi słowy większe przedsiębiorstwa są często w stanie bardziej efektywnie zorganizować produkcję i sprzedaż niż mniejsze firmy i w efekcie zaoferować niższe ceny. To dlatego konsumenci kupują przede wszystkim samochody globalnych koncernów motoryzacyjnych, a nie pojazdy wyprodukowane w manufakturach. Tak samo więcej osób kupuje odzież masowo produkowaną przez duże firmy niż ubiera się u krawców. Podobnie jest ze sklepami – duża skala działalności pozwala na lepsze zorganizowanie logistyki i większą wydajność. Większa wydajność przedsiębiorstw to zarówno wyższe płace dla pracowników jak i wyższe wpływy podatkowe. Dlatego państwo nie powinno sztucznie promować mniej efektywnych podmiotów, kosztem większych i wydajniejszych. Jeżeli konsument woli kupić ręcznie robiony w manufakturze samochód, ubranie od krawca albo zrobić zakupy w mniejszym sklepie to jest to jego indywidualny wybór. Ale jeśli zamiast tego będzie wolał nabyć masowo produkowany samochód, masowo szyte ubranie albo zrobić zakupy w dużej sieci handlowej to państwo nie powinno go karać za ten wybór dodatkowym podatkiem.

Dane GUS wskazują, że przeciętnie rzecz biorąc, najmniejsze firmy handlowe najmniej inwestują, mają najniższą sprzedaż oraz najgorzej płacą swoim pracownikom. Niestety dane o najmniejszych przedsiębiorstwach (zatrudniających do 9 osób) są dostępne tylko na wyższym poziomie agregacji - dane o przedsiębiorstwach zajmujących się handlem detalicznym, handlem hurtowym oraz naprawą pojazdów są prezentowane w sposób zagregowany. Dane za 2014 rok przedstawia tabela 1.; dla porównywalności danych między firmami różnej wielkości wszystkie informacje o przychodach i inwestycjach zostały przeliczone na jednego pracującego. Szczególnie uwagę zwraca niska efektywność przedsiębiorstw zatrudniających do 9 osób:

  • Obroty na pracującego w takich firmach wynoszą 371 tys. zł rocznie, podczas gdy w większych firmach są ponad dwukrotnie większe (ponad 849 tys. zł). Największe przychody na pracującego mają firmy średnie (50-249 osób).
  • Najmniejsze firmy prawie nie inwestują – wydatki na nakłady trwałe wynoszą w nich tylko 3,6 tys. zł na pracującego wobec ponad 13 tys. w większych firmach. Najwięcej inwestują firmy największe – ponad 18 tys. zł na pracownika.
  • Niskie obroty i niskie inwestycje oznaczają też niską wydajność pracy i niskie wynagrodzenia w mikrofirmach - tylko 2,2 tys. zł brutto, wobec ponad 3,4 tys. zł brutto w większych firmach. Co więcej, nie tylko poziom wynagrodzeń jest problemem w mikrofirmach – według danych państwowej inspekcji pracy to w nich najczęściej dochodzi do łamania praw pracowników.
  • Przeciętny przychód na firmę wskazuje, że już część firm średniej wielkości może być objęta kwestionowanym podatkiem (pierwszy próg podatku to 17 mln zł miesięcznie). Należy jednak pamiętać, że prezentowane dane to średnia i to nie tylko dla samego handlu detalicznego, ale także hurtu i sprzedaży oraz naprawy samochodów.

Bardziej szczegółowe dane już o samym handlu detalicznym w 2015 roku GUS publikuje dla firm zatrudniających 10 osób i więcej. W takim ujęciu trudno jest jednoznacznie wskazać, które podmioty są najbardziej wydajne. Porównanie dodatkowo może komplikować fakt, że część firm działa jako franszyzy dużych sieci handlowych. Ich produktywność jest wysoka dzięki dostępowi do zasobów sieci (wspólni dostawcy, marketing, wiedza organizacyjna), ale w danych GUS mogą być prezentowane jako pojedyncze firmy. To co zwraca uwagę, to że inwestycje są skoncentrowane w największych firmach i to w nie rząd próbuje uderzyć zakwestionowanym przez KE podatkiem. W obliczu problemu niskich i wciąż spadających inwestycji w polskiej gospodarce takie podejście jest szczególnie szkodliwe.

Powrót na górę

Mapa strony

Biznesciti.com

O biznesie

Przydatne linki

O nas