Polska pozbyła się kompleksów

Polska pozbyła się kompleksów fot. Pixabay

Jednym z największych sukcesów trzydziestu lat demokracji i wolnego rynku jest przywrócenie Polakom wiary w siebie.

Pozbyliśmy się wielu kompleksów, odzyskaliśmy ufność we własne siły, a patriotyzm konsumencki zaczęliśmy traktować na serio. Ciągle jednak widać brak wiary w to, że potrafimy sobie poradzić z naprawdę dużymi i śmiałymi projektami.

Jesteśmy jednym z największych państw Unii Europejskiej, niemal czterdziestomilionowym narodem. Co prawda, cały czas mamy sporo do nadrobienia, jeżeli chodzi o poziom życia w porównaniu z najbardziej rozwiniętymi państwami „starej Unii”, ale… Ale przypomnijmy sobie punkt, z którego startowaliśmy.

Rok 1989. Wielkie nadzieje, połączone z wszechobecną biedą, przaśnością i nowymi wyzwaniami. Trzy dekady wystarczyły, by zmienić oblicze naszego kraju nie do poznania. I nie zrobił tego za nas nikt inny! Oczywiście dostępne były kredyty i środki unijne – lecz nawet mając znakomite narzędzia, trzeba ich użyć w odpowiedni sposób.

Nie mamy powodów do kompleksów, lecz nadal kompleksy mamy. Kiedy zaczyna się publiczna dyskusja o naprawdę wielkich przedsięwzięciach, natychmiast przychodzi szydercza kontra. Nie merytoryczna, a bazująca właśnie na naszych kompleksach. Chcemy być jak Niemcy? Woda sodowa uderzyła do głowy! Mamy zbudować coś, co zrewolucjonizuje gospodarkę? Polska próżność! Rzucamy rękawicę europejskim gigantom? Na pewno się nie uda, jesteśmy wszak tylko Polską i tylko Polakami!

Oczywiście, wiele z pojawiających się w przestrzeni publicznej pomysłów jest na wyrost. I jeśli są wątpliwości, trzeba je przedstawiać. Debata winna być jednak merytoryczna, a nie emocjonalna. A już na pewno nie może być prowadzona w sposób, który podcina nam, jako społeczeństwu skrzydła. Choćby pomysł budowy polskiego auta elektrycznego. Może i fantastyczny, może i na wyrost. Jeżeli tak, to chętnie zapoznam się z danymi przedstawionymi przez krytyków pomysłu. A słyszałem głównie kpiny – że taka Francja, Niemcy, Japonia to i owszem, ale my, Polacy…?

Klasycznym przykładem takiej gry nie fair jest Centralny Port Komunikacyjny. Zdaniem wielu ekspertów to inwestycja, która może się udać i która ma sens.

W dodatku nie jest żadnym zagrożeniem dla regionalnych portów w polskich miastach, bo to tak, jakby uważać, że budowa linii kolejowej odbierze pasażerów tramwajom. Są także eksperci, którzy uważają ten pomysł za mrzonkę i wyjaśniają, dlaczego. Przyznam, że z przyjemnością śledzę głosy i jednej, i drugiej strony. Bo dzięki temu mam większą wiedzę i mogę wyrobić sobie prywatną opinię.

Jaką mam jednak korzyść z mądrzenia się polityków, publicystów i pseudoekspertów, dla których koronnym dowodem bezsensowności CPK jest to, że ma on odebrać część ruchu niemieckim lotniskom? Niemcy to gospodarczy i lotniczy gigant, a my – wiadomo… Slogan o brzydkiej pannie na wydaniu, może i aktualny kilkanaście lat temu, jest dzisiaj nie na miejscu. Z jednej strony mówimy o rozwoju Polski, z drugiej – chcemy na trwale zaszeregować ją w gronie średniaków, którzy nie powinni myśleć o sukcesach. Najwyżej o tym, żeby zręcznie korzystać z nadarzającej się koniunktury. Lecz to nie my, uchowaj Boże, powinniśmy nadawać trendy!

Jest dokładnie odwrotnie. Gdybyśmy byli mikrusem, musielibyśmy działać w myśl tej zasady. Gdybyśmy byli gigantem (gospodarczym i politycznym), moglibyśmy się skupiać na utrzymaniu tej pozycji. Ale jako średniak nie możemy pozwolić sobie na spadek, zatem musimy piąć się w górę. Mądrze, lecz bez kompleksów. Bo jeżeli szydzimy z wielkich ambicji, to szydzimy też z polskich przedsiębiorców, którzy w takich przedsięwzięciach, co najmniej jako podwykonawcy, będą uczestniczyć. Czyli, jadąc klasyką, z samych siebie się śmiejemy…

Powrót na górę

Mapa strony

Biznesciti.com

O biznesie

Przydatne linki

O nas