Utracona cześć szacownych instytucji

Utracona cześć szacownych instytucji fot. Pixabay

Ustanowiony przez Stanisława Augusta Order Świętego Stanisława był za panowania tegoż monarchy odznaczeniem prestiżowym, przyznawanym znakomitym postaciom.

Po likwidacji Rzeczypospolitej państwa zaborcze podzieliły się nie tylko polską ziemią, nie tylko długami państwa i monarchy, ale nawet orderami. I tak Order Świętego Stanisława stał się odznaczeniem rosyjskim. A że przyznawano go szeroko, wkrótce zdobił piersi średniej rangi i jeszcze bardziej średnich zasług urzędników. Był prestiżowy i szanowany, stał się nic niewartą błyskotką. Coś nam to przypomina, prawda?

Polityka czasów Trzeciej Rzeczypospolitej nie jest polityką najwyższej jakości. Ta niska jakość powoduje upadek prestiżu instytucji i symboli, w tym ludzi, którzy byli ważnymi, jednoczącymi symbolami i instytucji, które cieszyły się ponadpartyjnym zaufaniem. Lech Wałęsa, który uważany był za legendę polskiej wolności, a dzisiaj pisze się o nim głównie z powodu rzucanych przezeń w internecie bluzgów… Stefan Niesiołowski, ongiś człowiek z kartą antykomunisty, który skończył karierę w sposób jeszcze gorszy… Józef Pinior, niegdyś otoczony aurą bezkompromisowego bohatera solidarnościowego podziemia, a obecnie stający przed sądem w roli oskarżonego o korupcyjne przestępstwa… Mimo, że te osoby dalekie są od obozu dobrej zmiany, to ich losy nie są żadnym powodem do satysfakcji. Taki upadek legendy powoduje jedynie przykre wrażenie.

A instytucje? Weźmy na przykład Rzecznika Praw Obywatelskich. Co prawda urząd ten został powołany jako listek figowy przez ekipę Jaruzelskiego, jednak w swojej ponad trzydziestoletniej historii pełniące go osoby zapisały wiele pięknych kart. Wspomnijmy dr Janusza Kochanowskiego, który zginął w tragedii smoleńskiej. Dzisiaj Rzecznik Praw Obywatelskich stał się bastionem lewicowej – mocno lewicowej – ideologii i takież ideologiczne skrzywienie widać w jego aktywności. Powodem do wstydu jest uchylenie się od zajęcia jednoznacznego stanowiska ws. oczywiście łamiącego prawo zakazu Marszu Niepodległości, wydanego przez warszawski Ratusz w listopadzie ubiegłego roku, a uchylonego przez sąd. Powodem do wstydu jest przyłączenie się do nagonki na drukarza, który odmówił wykonania zlecenia dla organizacji LGBT. Powodem do wstydu jest włączenie się do politycznej nagonki Platformy Obywatelskiej na media publiczne po śmierci Pawła Adamowicza. Tę sprawę zresztą rozstrzygnie sąd, bowiem Telewizja Polska zdecydowała się bronić swego dobrego imienia.

W krucjatę polityków opozycji przeciw mediom publicznym zaangażowała się instytucja-zombie, która wyłoniła się z mroków po latach. Rada Etyki Mediów była niegdyś cenioną, prestiżową instytucją, trzymającą się z dala od polityki. Instytucją, której głos był szanowany – przede wszystkim dzięki apolityczności i rozsądkowi. Zasiadali w niej ludzie, którzy uważani byli za niekwestionowane autorytety dziennikarskie i etyczne.

Dzisiaj ta martwa od wielu lat Rada pojawia się na horyzoncie głównie wtedy, gdy jest potrzebna politykom, a jej opinie rażą swoją płytkością i stronniczością.

I tak, kiedy kilka lat temu Antoni Macierewicz został przedstawiony na okładce wydawanego przez Niemców tygodnika jako talib, Rada nie dopatrzyła się w tym niczego niestosownego. Ostatnio, na życzenie związanych z Koalicją Obywatelską prezydentów miasta REM wypowiedziała się w sprawie „nagonki” na śp. prezydenta Adamowicza.

Interesujące jest nie to, co w tym stanowisku się znalazło – bo znalazło się to, co jak mantrę powtarzają politycy PO i przystawek – ale to, czego tam nie ma. Nie doczytamy się, że nieprawidłowości związane z majątkiem Adamowicza były wytykane i krytykowane publicznie przez polityków PO i Nowoczesnej, były opisywane przez „Wyborczą”, a sam włodarz Gdańska był nazywany przez dzisiejszych obrońców jego czci „skompromitowanym politykiem”. Przeczytamy, że TVP nie dawała stanowiska prezydenta do zarzutów, ale nie przeczytamy, że Paweł Adamowicz konsekwentnie odmawiał rozmowy z dziennikarzami TVP.

Co ciekawe, stanowisko REM pojawiło się na stronie Związku Miast Polskich. Sama Rada-widmo nie ma strony, nie wiadomo, jaki jest jej status prawny. Tyle zostało z prestiżu Rady – czysta polityka. Politykować wolno każdemu, ale jak się to ma do etyki?

Powrót na górę

Mapa strony

Biznesciti.com

O biznesie

Przydatne linki

O nas