Wyrzućmy „E” z naszej diety

Wyrzućmy „E” z naszej diety fot. Pexels.com

Niedawno ogłoszone wyniki ogólnopolskiej kontroli tzw. dodatków do żywności jednoznacznie pokazują, jak wielką ilością chemii faszerowane są produkty żywnościowe, które na co dzień kupujemy w sklepach. Dotyczy to przytłaczającej większości tych towarów.

Według NIK przeciętny konsument spożywa u nas ponad 2 kg w ciągu roku dodatków do żywności oznaczonych różnego rodzaju „E”. Chodzi nie tylko o konserwanty, ale i o rozmaite przeciwutleniacze, emulgatory, barwniki, stabilizatory, przeciwutleniacze, substancje słodzące, substancje wypełniające czy wzmacniacze smaku. Niestety, duża ich część, zwłaszcza spożywana w nadmiarze, wpływa negatywnie na nasze zdrowie, ma np. właściwości rakotwórcze. Dopuszczalną zawartość „E” w poszczególnych produktach żywnościowych na terenie UE, w tym w Polsce, reguluje niezwykle liberalne rozporządzenie 1333 Parlamentu Europejskiego i Rady WE z 2008 r. Okazuje się, że wolno stosować aż ponad 320 „E”, z tego ponad 200 – objętych jest limitem ilościowym – nie wolno ich używać więcej niż na to zezwalają przepisy.

Skoro chemiczne dodatki są tak powszechne nic dziwnego, że – jak wynika z badania NIK - w jednym dniu można przyswoić nawet 85 różnych „E”. Co więcej, naszym kraju, podobnie jak w innych krajach zachodnich, ok. 70 proc. diety przeciętnego zjadacza chleba stanowi żywność przetworzona w warunkach przemysłowych, zawierająca substancje dodatkowe, a więc „E”.

Według producentów dodaje się je, by zapobiec niekorzystnym zmianom smaku, barwy, zapachu, wydłużyć okres trwałości, zwiększyć atrakcyjność danego wyrobu, umożliwić tworzenie nowych produktów, np. typu „light”. A wreszcie po to, by zwiększyć efektywność procesu produkcyjnego. NIK zwraca uwagę, że w praktyce jest niewiele produktów objętych zakazem stosowania „E”. Są to m.in. żywność nieprzetworzona, miód, masło, mleko pasteryzowane i sterylizowane, naturalna woda mineralna, kawa czy herbata liściasta. 

Kontrolerzy NIK przeanalizowali 501 powszechnie dostępnych wyrobów. Jedynie w 54. nie było substancji dodatkowych. W pozostałych 447 producenci zadeklarowali użycie 132 substancji dodatkowych ponad 2 tys. razy!

Statystycznie na każdy produkt przypadało pięć. W rekordowych była znacznie wyższa. Np. sałatka warzywna ze śledziem i groszkiem zawierała 12 „E”. Najwięcej - w kiełbasie śląskiej (19).

Niestety, jak zauważyła NIK „mimo, iż żywność nafaszerowana jest substancjami dodatkowymi, to organy odpowiedzialne za jej bezpieczeństwo oraz zdrowie publiczne dotychczas nie monitorowały, ani nie oceniały ryzyka związanego z kumulacją wielu dodatków w produktach spożywczych, (...)jak również interakcji z innymi składnikami diety, czy też np. lekami”. Zaś takie połączenia mogą być groźne dla zdrowia. Zwłaszcza dla dzieci - ze względu na ich niższą masę ciała i upodobania smakowe. Niestety, najwięcej „E” znajduje się w produktach, uwielbianych przez dzieci, czyli ciastach, aromatyzowanych napojach, lodach, czy parówkach.

Zaś o szkodliwości niektórych dodatków do żywności przekonuje zlecona przez NIK ekspertyza. M.in. wywoływać alergie mogą barwniki spożywcze (m.in. E 123, E 110, E 122) oraz konserwanty z grupy siarczynów. Z kolei niektóre barwniki (E120 koszenila, E124 czerwień koszenilowa i E 129 czerwień Allura), stosowane w wędlinach, napojach czy sałatkach mogą powodować groźny dla życia wstrząs anafilaktyczny. Wśród „E” o wysokim potencjale pronowotworowym znajdują się konserwanty: kwas benzoesowy (E 210) i jego pochodne oraz azotyny i azotany (E 249, E 250, E 251, E 252). Także Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA)  potwierdził niektóre dowody na związek azotynów w diecie z nowotworami żołądka oraz połączenia azotynów i azotanów z przetworzonego mięsa z nowotworami jelita grubego.

Uważajmy na to co jemy i z czego zostały wyprodukowane spożywane przez nas produkty!

Powrót na górę

Mapa strony

Biznesciti.com

O biznesie

Przydatne linki

O nas