Od prawie połowy do 70 proc. PKB Zachodu

Od prawie połowy do 70 proc. PKB Zachodu fot. Pixabay

Jubileusz odzyskania niepodległości to także dobra okazja do zastanowienia się, jaki dystans w rozwoju gospodarczym dzielił Polskę od krajów Europy zachodniej przed 100 laty i jak wygląda to dziś. Oraz kiedy wreszcie je dogonimy.

Na temat przeszłości - stanu z początków II Rzeczpospolitej, wiemy stosunkowo niewiele. Jednak interesujące dane na ten temat zostały właśnie opublikowane przez Julię Patorską z Deloitte. Jak wiadomo w 1918 r. odradzająca się Polska stanowiła pod względem ekonomicznym obszar - zlepek trzech odmiennie rozwiniętych organizmów. Według ekspertki wówczas całe terytorium kraju średnio generowało Produkt Krajowy Brutto (PKB) w przeliczeniu na 1000 mieszkańców /per capita/ na poziomie „nieco niższym niż 50 proc. poziomu notowanego w ówczesnej Europie Zachodniej”. Przy czym część zachodnia i północna kraju, tj. podległa wcześniej zaborowi niemieckiemu, była dwukrotnie bogatsza, niż obszary po zaborze rosyjskim i austriackim.

Nie zmienia to faktu, że kolejne lata w historii gospodarczej II Rzeczpospolitej nie były łatwe. Pierwsze lata po odzyskaniu niepodległości to okres obrony kraju przed nawałą bolszewicką i walki o ostateczny kształt granic, znaczony m.in. powstaniami śląskimi, plebiscytem na Mazurach itd. Do połowy lat 20. gwałtownie narastała inflacja, co przerwały dopiero reformy gospodarcze premiera Grabskiego, z wprowadzeniem złotego (w miejsce dotychczasowej marki polskiej) na czele. Zauważalna poprawa gospodarcza skończyła się rychło ogólnoświatowym kryzysem w 1929 r., trwającym w Polsce niemal całą kolejną dekadę. Jasnymi punktami lat 30. stały się inwestycje rządowe przeprowadzane pod kierownictwem wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego: budowa portu w Gdyni (port w Gdańsku leżał poza terytorium kraju - w Wolnym Mieście Gdańsku) oraz Centralny Okręg Przemysłowy.

II wojna i okres komunizmu doprowadziły polską gospodarkę do ruiny. Choć nie było z nią najwyraźniej jeszcze bardzo źle, jeśli wierzyć danym opublikowanych przez Patorską, skoro „w latach pięćdziesiątych udało się przekroczyć magiczną barierę 50 proc. PKB per capita notowanego w krajach zachodniej Europy. Co więcej, byliśmy wówczas bogatsi niż Hiszpania”.

Najgorsze przyszło w latach 80., gdy junta Jaruzelskiego przestała spłacać krajom zachodnim długi (25 mld ówczesnych dolarów - z odsetkami) zaciągnięte w poprzedniej dekadzie przez ekipę Gierka. Kraj praktycznie wówczas zbankrutował. Według Patorskiej polskie PKB per capita w chwili rozpoczęcia transformacji ustrojowej odpowiadało 30 proc. poziomu notowanemu w krajach Europy Zachodniej. „W tym czasie Hiszpania, którą w latach 50. i 60. przewyższaliśmy bogactwem, za sprawą otwarcia gospodarki po śmierci Franco, zdołała generować o 60 proc. więcej PKB niż Polska” - stwierdza ekspertka.

Po kolejnych 30. latach, w chwili obecnej, osiągnęliśmy poziom ok. 70 proc. średniego unijnego PKB. Jest to oczywiście powód do zadowolenia, choć zapewne mogłoby być jeszcze lepiej.

Jak podawał portal bankier.pl oznacza to poziom niższy od notowanego w 1995 r. w Czechach (76 proc. PKB per capita w krajach UE), w których wskaźnik ten wzrósł obecnie do 89 proc. unijnej średniej. A z drugiej strony przeskoczyliśmy już pod tym względem Grecję i zbliżamy się do Portugalii.

Ponadto wciąż jesteśmy w czołówce krajów UE pod względem dynamiki rozwoju PKB, co oznacza, że jeśli ten stan się utrzyma mamy szansę na ich dogonienie w nieodległej już perspektywie. Nie wiadomo jednak czy będzie tak dalej w kolejnych miesiącach i latach.

Czy sprawdzą się zatem zapowiedzi premiera Morawieckiego sprzed kilku miesięcy, że Polska może osiągnąć średnie unijne PKB per capita już za 10-15 lat? Tego nie możemy zagwarantować. Na odpowiedź na to pytanie przejdzie czekać co najmniej dekadę.

Powrót na górę

Mapa strony

Biznesciti.com

O biznesie

Przydatne linki

O nas